czwartek, 7 kwietnia 2016

Rodzina patchworkowa cz. 1 - Początki


O ile łatwo jest połączyć ze sobą dwa kawałki materiału czy innego tworzywa, tak połączyć dwie rodziny w jedną nie jest już wcale tak łatwo. Nawet jeśli On i Ona przyciągają się do siebie jak dwa ogromne magnesy nie jest powiedziane, że akcja połączenia zakończy się powodzeniem. Często jedna ze stron jak nie obie posiadają już jakieś złe doświadczenia życiowe i coraz częściej potomstwo z wcześniejszego związku. Widząc taką parę siedzę i zastanawiam się jak oni chcą to zrobić? Czy im się to uda, żeby wszystko wyszło ? Czy dzieci zaakceptują nową sytuację?




Kiedy patrzę tak na osoby, które podjęły się stworzenia rodziny patchworkowej żywię do nich wielki szacunek. I wcale tutaj nie przesadzam z tym stwierdzeniem. To nie są łatwe decyzje, ciężko czasami stworzyć jedną całość tylko dwóm osobą a co dopiero jak pojawiają się jeszcze w tym równaniu dzieci, na które musimy patrzeć i ich uczucia brać pod uwagę to już jak dla mnie hardkor. Często są to decyzje przegadywane miesiącami i analizowane wszelkie za i przeciw po tysiąc razy, a i tak nie wiadomo czy coś nie pojawi się w praniu.

 Ale idźmy po kolei jak to od początku wygląda....

 Każda z tych dwóch osób doświadczyła czegoś złego w swoim poprzednim związku skoro nie jest z wcześniejszą partnerką/partnerem i będzie podchodzić z dystansem do wszelkich kolejnych tego typu inwestycji życiowych i nie chciałaby powtarzać tego samego. Nie dziwę się... Ciężko jest się przyznać do porażki, zwłaszcza wtedy kiedy już założyliśmy rodzinę, pojawiły się dzieci, wszystko szło w dobrą stronę i nagle całą stabilizacje w łeb wzięło. Potem jest tylko gorzej, nie czarujmy się rozwód/rozejście się i podział opieki nad dzieckiem nigdy nie należy do łatwych. Każde z rodziców chciałoby widzieć swoje dziecko 24 h na dobę patrząc jak się rozwija, rośnie, poznaje nowe rzeczy i świat. Niestety podział nie będzie równy w Polsce najczęściej dzieci zostają przy mamie i o ile nie rozeszła się ona w bardzo złych stosunkach z ojcem ten będzie widywał dziecko często, gorzej jednak jeśli ich stosunki były bardzo złe, to jak lwica będzie walczyła o jak najbardziej  okrojone kontakty potomstwa z owym mężczyzną. Kiedy już to wszystko za nimi starają się swoją czasoprzestrzeń i mętlik w głowie ogarnąć by wrócić do żywych i normalnego funkcjonowania. Wstają otrzepują się z kurzu wojennego by za chwile, miesiąc, rok czy lata spróbować ponownie....

W tym czasie dzieci....

Nie mogłabym ich pominąć. Przecież to one najbardziej ucierpią na tym całym BOOM. Oczywiście na różnym etapie rozwoju każde dziecię przeżyje to inaczej. Taki maluszek który ma kilka miesięcy nie za wiele zrozumie mimo iż odczuje napiętą sytuację, mamę pochlipującą, zdenerwowanego i nieswojego tatę ale nic więcej (tzn, więcej zrozumie kiedy podrośnie i będzie mogło poznać tą historie). O wiele gorzej sytuacja wygląda u dziecka chodzącego do przedszkola, które jest ufne i liczy na to, że świat to jego mama i tato i nigdy się to nie zmieni. Im starsze dziecko tym więcej problemów się w tej sytuacji pojawi. Wiadomo wiele zależy od rodziców, od tego jak przedstawią całą tą nową sytuację i czy wszystko będzie załatwione polubownie czy raczej jak na wojnie kiedy walczymy o każdy skrawek. Na pewnie nie będzie łatwo, nastolatki potrafią pielęgnować w sobie złość, frustrację i niechęć co nam w dalszych postępowaniach nie pomoże.

Ciąg dalszy nastąpi....


17 komentarzy:

  1. Piszesz tu o mnie. Jestem z mężem, gdzie każde z nas ma za sobą niemiłe doświadczenie..... A mąż ma z poprzedniego małżeństwa córkę. Masz rację - to mega wyzwanie. Każdy myśli, że to łatwe ale........ Nie każdy pamięta, że w tym przypadku nie zawsze muszę wszystko rozumieć, tolerować, nie muszę ze wszystkim się zgadzać :( czasem jest bardzo ciężko ale idziemy naprzód :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą kochana ;)
      Dlatego postanowiłam podjąć ten temat mimo, że ja nie jestem w takim związku ale w mojej rodzinie są takie i stwierdziłam, że warto to poruszyć, na pewno będę chciała w dalszych częściach pokazać to z każdej strony

      Usuń
  2. Mój ma z pierwszego malzenstwa trzy córki są to wspaniale dziewczyny i uwielbiam je i one lubia mnie i swojego przyrodniego braciszka także u mnie to nie było problemow z jego dziecmi .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz <3 świetnie, że Wam się tak dobrze układa.
      Ja na pewno opiszę te dobre jak i te gorsze sytuacje :) to był na razie tylko wstęp ;)

      Usuń
  3. Muszę przyznać, że tematu nie znam z autopsji, ale wyobrażam sobie trudności. To nie jest przecież takie hop-siup, bo nam jest ze sobą dobrze. Tutaj szczęście rodziców nie zależy tylko od tego jak się ze soba czują i czy się kochają. Wiedzą, że jeśli ich dzieci się nie zaakceptują, nie zaakceptuję sytuacji czy któregoś z rodziców, sami rodzice nie będą mogli odnaleźć szczęści. Podziwiam takich ludzi, którym udało się po przejściach odnaleźć w życiu miłość,a ich dzieci znów mają prawdziwy dom i pełną rodzinę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie to apisalaś co ja czuje :) ja też nie znam z własnych doświadczeń, ale w mojej rodzinie są takie rodziny i dlatego w cyklach bardzo chciałam pokazać ich problemy, wzloty i upadki i mam nadzieję że mi się to uda

      Usuń
  4. Nigdy nie chciałabym przejść takiej rozłąki i zafundować dzieciom tego doświadczenia.Bardzo się kochamy i chociaż na początku było różnie i czasem miałam żal do całego świata , to teraz jest pewna , że dobrze wybrałam i jestem szczęśliwa.Różnie w życiu bywa i podziwiam osoby , ktore przeszły taką rozłąke i udało im się stworzyć nową rodzinę i znaleźć w niej szczęście .Czekam na dalszy ciąg :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po wielu perypetiach z moim M. też uważam, że dobrze wybralam. Mimo iż jesteśmy na odleglość nie zamienilabym go na inmego. Wiadomo że w życiu różnie bywa... ale cieszę sie z tego co mam. Ja też podziwiam osoby które podjeły się stworzenia czegos nowego z kawalków ;) będzie na pewno po weekendzie ;)

      Usuń
    2. Czasem trudne chwile razem przeżyte łączą i scalaja jeszcze bardziej.A było ich trochę w naszym wspólnym życiu.Na szczęście zawsze udało nam się stawić im czoła ;)

      Usuń
    3. Tak znam to :) u nas jest tak samo, czasem tragedia goni tragedie ale to nas motywuje tylko do tego, żeby mocniej ze sobą współpracować , dawać sobie wsparcie i kochać się :)

      Usuń
  5. czasem jest tak że los i nasze wybory nie zawsze są zgodne z tym co byśmy chcieli... ale to tylko nas umacnia by kolejne etaty być już jako ktoś mocniejszy! a jak jeszcze się przejdzie przez to razem to super:) obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kathy pięknie to ujęłaś ;) Bardzo często osoby które zostały raz zranione i zdeptane po wielu walkach wewnętrznych "odradzają" się jako nowi i silniejsi ludzie :) Bardzo mi miło :) :*

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja znam z autopsji i nie sądziłam, że będzie wszystko dobrze. najpierw moje dziecko miało problem z przystosowaniem się, ale jakoś to ogarnęło. następnie mojego partnera dziecko miało wątpliwości. do tego stopnia, że jak dawałam buzi partnerowi potrafiło podejść i mnie uderzyć. ale teraz po czasie, po włożeniu 20000000ton cierpliwości, ciężkiej pracy widzę efekty których sie nie spodziewałam. czasem jest ciężko, czasem zastanawiam się po co mi to.... ale jak widzę uśmiech mojego dziecka stwierdzam, że warto :)
    życie potrafi dać w kość, ale po każdej burzy wychodzi słońce :) i tego staram się trzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie, że po tak ciężkich przeżyciach jakoś się to wszystko poukładało i wyszło słoneczko dla Was :) Pozytywne podejście i praca dają swoje efekty :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Znam od podszewki rozwód i problemy z ojcem- dziecko tęskni a nie da się tego z calic ... kolejny związek dla mojego dziecka był trauma nie chciała mieć faceta w domu. Ta rolę odgrywam ja - Teraz kiedy już jest starsza powtarza mi mamo może znajdziesz sobie kogoś żebym nie była sama ale to nie jest takie łatwe zarówno dla mnie jak i dla dziecka byly to przeżycia i teraz podchodzę z dystansem do założenia rodziny :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda niektóre dzieci wręcz nie chcą kolejnego partnera dla swojego rodzica, a inne wręcz go potrzebują i poszukują w każdej napotkanej osobie. Dzieci nie są łatwe do "rozgryzienia" i wiadomo, że musimy się kierować ich dobrem... Domyślam się, że było ci Ciężko i pewnie teraz sama już nie wiesz czy jest Ci to tak koniecznie do szczęścia potrzebne, bo w końcu swój cały świat zbudowałaś od nowa... Trzymam kciukasy za Ciebie, że jeśli podejmiesz próbę żeby się udało. Ściska i pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Zachęcam do zostawiania po sobie śladu w formię komentarza, zaobserwowania bloga bądź dania +1, poczuję się przez Was doceniona za swoją pracę :)