czwartek, 21 lipca 2016

Rodzina patchworkowa cz 3. - Ty + dziecko + partner z dzieckiem

Kiedy już omówiliśmy 2 przypadki rodziny patchworkowej pora zająć się trzecim. Wedle mnie jest to najtrudniejsza konfiguracja życiowa. Nie dlatego że jest "sporo dzieci" tylko dlatego, że często z którejś strony jest partner/partnerka która albo opiekuje się dzieckiem albo ma zapewnione widzenia i często umila tym życie.



W tym wpisie posłużę się przykładem jednej ważnej dla mnie kobiety którą podziwiam za wszystko co robi. Przeżyła ona w swoim życiu wiele, ma cudownego syna, przeszła przez piekło będąc z jego biologicznym tatą. Długo po odejściu od niego walczyła o siebie jak i o dziecko do którego "tatuś" bokser rościł sobie prawa. Jedynym plusem chyba było to, że nie mieli ślubu i do całe rozprawy o młodego nie doszła sprawa rozwodowa. Bitwa toczyła się w sadzie dłuuuugo... nie powiem Wam dokładnie ile, bo nie pamiętam ale na pewno ponad rok....

Kiedy już stanęła na nogi po tym wszystkim, długo była sama... Aż do momentu aż poznała obecnego partnera, faceta po przejściach. Ma córkę z pierwszego małżeństwa, byłą żonę na
karku - prawa rodzicielskie posiadają obydwoje natomiast młoda mieszka z nią, a on ma widzenia co 2 tygodnie. Wszystko wyglądało pięknie, miłość kwitła, dzieciaki w sumie się dogadywały więc ktoś patrzący z boku powiedział by "cud, miód i orzeszki". Niestety nie było tak kolorowo a wszystko było pozorem.... Młoda kiedy widziała, że się przytulają albo są blisko siebie zawsze miała jakieś ALE, o nawet najmniejszym całusie przy niej nawet mowy nie było. W weekendy które spędzała u nich zawsze były kłótnie... Ona nie będzie tego jadła czy tamtego, bo jej mama to na śniadania w weekendy jej robi to i to. Kiedy P. musiał iść do pracy w weekend a ona dwa razy musiała zostać z dziećmi sama, możecie tylko sobie wyobrazić jaką gehennę ta mała potworzyca jej fundowała i nawet nie mogła jej zwrócić uwagi bo słyszała "Nie jesteś moją matką więc nie masz prawa mi nic powiedzieć!!!". Była żonka oczywiście też nie ułatwiała sprawy... potrafiła dać P. córkę (bo oczywiście ona jej nie przywozi tylko tatuś musi sam sobie po nią jeździć) w pobrudzonych ciuchach bez rzeczy na zmianę, zaziębioną, co potem skutkowało, że całą noc to moja znajoma musiała przy niej być i się opiekować a jej matka miała wolne i nawet nie zainteresowała się wiadomościami, że dziecko ma gorączkę okropny kaszel albo wymioty. Potrafiła też wydzwaniać w najmniej oczekiwanych momentach, że ten ma przyjechać do niej bo coś się dzieje....

Młody natomiast przystosował się bardzo szybko do pojawienia się "faceta" w ich życiu. Dogaduje się świetnie z P. i nawet z przyszywaną siostrą kontakt ma nie najgorszy, jedynie przeżywał pozostawienie całej kochającej go rodziny ileś set kilometrów od niego. Jak by nie patrzeć zdecydowanie potrzebował męskiego wzorca w sowim życiu, który pokaże jak kopać piłę, co to za marka samochodu, jak wkręcać śruby itp Nie dziwi mnie to wcale, a w cale zwłaszcza, że patrze na mojego Dominika który tatę ma ale za granicą i czegoś mu brakuje a ja nie potrafię tego zastąpić nie ważne jak bardzo bym się starała. Jednak wiadomo jak to z sielankami bywa, po wszystko co dobre kiedyś się kończy...

Ciężko było znaleźć w tym wszystkim jakieś dobre wyjście, bo jak jedna rzecz się stabilizowała, to druga się waliła...Rodzice P. niby tolerowali nowy związek, niby zapraszali na obiadki itp ale drobne gesty mamusi pokazywały co tak na prawdę sądzi i jak bardzo uważa, że jej była synowa jest najlepszą osobą dla jej synka. Tak samo było z okazjami takimi jak Mikołaj, Boże Narodzenie, Walentynki czy Dzień Dziecka.... Babcia młodą faworyzowała ostentacyjnie przy młodym, dawała jej prezenciki, a kiedy jej zwracano uwagę że to przykre tak na jego oczach to odgryzała się tylko : "Przecież to ona jest moją wnuczką, a on nie. Pierdzielą mnie uczucia innych!". Możecie tylko wyobrazić sobie smutek i żal jakie miał młody. Żonka robiła problemy, buntowała jeszcze bardziej młodą a ta się odgryzała - choć czasami potrafiła odpuścić i było ok, ale to niestety nieliczne momenty w przeciągu roku jej mieszkania z P.. W końcu młody poszedł do szkoły i tez zaczął się buntować, że jego mama poświęca najwięcej czasu partnerowi a nie jemu, że jej nie zależy na nim mimo, że robi wszystko żeby zapewnić mu dobre warunki , swój czas i zainteresowanie. Jej facet przestał tak bardzo się starać o to żeby młody czuł się dobrze - wedle mnie może pomyślał, że już nie musi się starać...

Nie chcę generalizować wszystkich tego typu związków do jednego wora z napisem "To nie wyjdzie" albo "Może wyjdzie, ale zbyt dużym kosztem" o nie! nie taki był mój cel. Wierze w to, że taka konfiguracja rodziny patchworkowej ma prawo bycia i pewnie wielu parom udało się znaleźć złoty środek nie demolując przy tym swojej psychiki jak i nie zrzucając bomby atomowej na swoje otoczenie. Ja jak na razie nie znam osób które w takim systemie odnalazły się w 100 % i mogą powiedzieć, że są szczęśliwe i wszystko jest tak jak powinno być...




9 komentarzy:

  1. Nie miała łatwo dobrze że u mnie tak nie jest bo chyba bym zwariowała .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją podziwiam szczerze, że się nie poddała. Bo taką drogę krzyżową jak ona przeszła to nie jedna by się załamała...
      Bo udało Ci się dobrze trafić moja droga :)

      Usuń
  2. Oj ciężka sprawa:( współczuję tej Pani , że musi znosi fochy tej małolaty i babci , która uznaje tylko swoją wnuczke :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciężka :( i nie zazdroszczę jej tej całej batalii ale podziwiam ją że daje radę

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Masakra ja bym nie podobała chyba Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, wlasnie za to ją cenie.
      I mam nadzieje że będzie szczęsliwa w końcu, bo ja tak jak Ty tez bym nie dała rady

      Usuń
  4. Ciekawy artykuł. Osobiście znam kilka par w takim układzie. Pracowałam z dziewczyną, która tkwiła w takim związku. Ona zakochana, On ma dzieci z poprzedniego małżeństwa. Na początku sielanka, ale po pewnym czasie wychodzi zawsze jakieś ale....... Dlaczego On musi spędzać tyle czasu z tamtymi dziećmi, dlaczego musimy coś kupować tamytym dzieciom, dlaczego i dlaczego...... Jego dzieci zaczynają przeszkadzać, zaczynają się kłótnie i narzekania... Z pewnością jest możliwe stworzenie takiego związku, ale pewnie wymaga to od obu stron dużo zaangażowania, tolerancji i zrozumienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze to napisałaś. Dwie strony i taka sama ciężka praca

      Usuń

Zachęcam do zostawiania po sobie śladu w formię komentarza, zaobserwowania bloga bądź dania +1, poczuję się przez Was doceniona za swoją pracę :)